Chciałabym żeby zniknął

 Podkuliłam nogi i zerknęłam na Jordana. Był naprawdę przystojny. Wysoki brunet z czekoladowymi oczami i wyraźnie zarysowanymi kościami policzkowymi. Włosy niesfornie opadały mu na czoło, gdy zwijał coś w dłoniach. Był dobrze zbudowany. Widać było, że nie próżnował przez jakiś czas. 

Nagle odwrócił głowę w moją stronę, a ja speszona odwróciłam wzrok. Nie chciałam żeby mnie przyłapał jak się na niego gapiłam. W tej chwili zastanawiałam się, co to za dziwne uczucie, które czułam w brzuchu i co je spowodowało. 

Przed sobą zobaczyłam dłoń chłopaka, trzymającą coś zawiniętego w papierek. 

- Chcesz zapalić? - spytał. 

Popatrzyłam na niego jak na idiotę i pokręciłam głową. 

- Nie to nie. 

Wzruszył ramionami, podpalił papierek i zaciągnął się. Nie chciałam wiedzieć co to było, ale to by wyjaśniało dym w pokoju. 

- Jarałaś kiedyś? 

- Ja? - spytałam zszokowana jego pytaniem. 

- A widzisz tu kogoś innego? - przekręcił oczami.

- Nie, nie... jarałam. Nigdy. 

- To może pora spróbować? 

Ponownie wyciągnął do mnie papierek. 

- Nie, dziękuję - odpowiedziałam, zaciskając zęby. Jego natrętność zaczęła mnie irytować. 

- Cienias - prychnął. 

Nie wierzyłam, że mnie tak nazwał. Tylko dlatego, że nie chciałam "zajarać". 

- Po prostu... Nie chcę. 

- Jasne, nie zmuszam - znów prychnął, zaciągnął się i dmuchnął prosto we mnie. 

Zaczęłam kaszleć, a on śmiał się w najlepsze. Zaciągnął się jeszcze kilka razy i za każdym razem wyglądał tak samo dobrze. Zastanawiałam się, co ja najlepszego robię, siedząc na łóżku chłopaka, który mnie porwał kilka lat temu. Dlaczego nie wstałam i nie wyszłam? Dobre pytanie. Nie potrafię tego nawet wytłumaczyć. Jest w nim coś takiego, co mnie do niego ciągnie, ale jednocześnie odpycha. Prawdopodobnie jest coś w tym, że dziewczyny szaleją za złymi chłopcami, ale ja za nim nie szalałam. Pałałam do niego ogromną nienawiścią za to, co zrobił i na co mnie skazał. Wiele razy wyobrażałam sobie chwilę jego aresztowania, a nawet nie wiem czy został ukarany za to, co zrobił. 

- Gdzie byłeś przez ten cały czas? - spytałam niepewnie, od razu żałując, że w ogóle to zrobiłam. 

- What do you mean? - spojrzał na mnie. 

- Odkąd... ostatni raz się widzieliśmy... - wybełkotałam, powstrzymując mdłości. 

Nigdy nie będę w stanie zapomnieć o tych wydarzeniach. 

- A co tęskniłaś? - uśmiechnął się głupkowato. 

Byłam na granicy wytrzymałości. Nie chciałam już z nim siedzieć. Łzy stanęły mi w oczach. Zerwałam się żeby wyjść z pokoju, ale on złapał mnie za nadgarstek i zatrzymał. 

- Gdzie idziesz? 

- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać - wydukałam i szybko wyszłam z jego pokoju. 

Skierowałam się do sypialni Thomasa, bo nie wiedziałam gdzie mogłabym pójść. Usiadłam na podłodze i próbowałam zapanować nad emocjami. Towarzystwo Jordana pogorszyło mój mały atak paniki, który zdarzał się już coraz rzadziej. Dłonie zaczęły mi się trząść, w gardle czułam ogromny ucisk i nie mogłam złapać tchu. Było gorzej niż podczas mojego maratonu na przystanek. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Nie wiedziałam co zrobić. Siedziałam na podłodze, na marne próbując złapać oddech. Po policzkach spływały mi łzy. Nie radziłam sobie sama ze sobą. Zaczęłam zaciskać mocno dłonie, by myśleć o czymś innym. Wciskałam paznokcie w skórę tak głęboko, jak mogłam. Przeszywał mnie ból, ale to nie pomagało. 

- Wszystko gra? - usłyszałam stłumiony głos Jordana, który pojawił się po chwili obok mnie. 

Widziałam, że spanikował. Nie mógł pomóc, a mój stan był coraz gorszy. Patrzył na mnie z przerażeniem w oczach, a ja nie potrafiłam wykrztusić ani słowa. Chciałam żeby sobie poszedł. Tylko to by mi pomogło, ale nie umiałam. Zamknęłam oczy żeby na niego nie patrzeć, ale on cały czas powtarzał moje imię. 

- Nadia? - to był Thomas. - Co ty jej zrobiłeś, idioto?! - krzyknął. - Wyjdź stąd!

- Ja tylko... 

- Wyjdź! 

Wypchnął go z pokoju i usiadł obok mnie. Popatrzył mi w oczy, jakby próbował zrozumieć co się dzieje. Szybko otworzył okno, pomógł mi wstać i stanęliśmy w miejscu, gdzie docierało świeże powietrze. Próbował pomóc mi się uspokoić. 

- Popatrz na mnie - powiedział, łapiąc mnie za ramiona. - Wdech i wydech... Wdech... i wydech - powtarzał w kółko, a ja skupiałam całą uwagę na jego głosie. - Dobrze... - szepnął, gdy zaczęłam odzyskiwać kontrolę nad moim ciałem. 

Podszedł do mnie i mnie przytulił, a ja zaczęłam płakać jak dziecko. Miałam wrażenie, że wszystkie nagromadzone emocje chcą ze mnie uciec, poprzez łzy. Thomas nic nie mówił, po prostu mnie tulił. Wiedział, że tego potrzebuję. Gdy udało mi się już opanować, odsunęłam się od niego i spuściłam głowę. Nie chciałam żeby mnie widział w tak okropnym stanie. 

- Dziękuję - wymruczałam po kilku głębszych oddechach. - Przepraszam... Za to wszystko. 

- Przestań! Nie ma o czym mówić. Już wszystko w porządku? - spytał łapiąc mnie za dłonie.

Kiwnęłam głową, a on mocno mnie przytulił. Nie pytał co się stało, za co byłam mu wdzięczna. Chyba nie byłam gotowa o tym rozmawiać. 

Chwilę później zrobił mi kubek gorącej herbaty z miodem i cytryną. Z wielką chęcią wypiłam go do dna. Siedziałam na łóżku pod kocem, dalej opanowując emocje, gdy Thomas opowiadał mi o swoim dniu. 

- To dlaczego musisz się u mnie zatrzymać? - spytał nagle, zmieniając temat. 

- Nie mamy wody w mieszkaniu. Nie wiem do końca o co chodzi, ale to potrwa kilka dni. Potem już się wyniosę - uśmiechnęłam się do niego blado. 

- Jak dla mnie, możesz zostać tak długo jak zechcesz - powiedział z uśmiechem. 

- Nie będę wam zawracać głowy... 

- Przecież to sama przyjemność, gościć cię tutaj. 

- Póki co sprawiam same problemy. 

Spuściłam głowę i zaczęłam się nerwowo bawić palcami. 

- Przestań... - objął mnie ramieniem. - Ty nigdy nie będziesz problemem. 

Byłam wdzięczna za to, że był przy mnie. Nawet nie wiedział jak bardzo go potrzebowałam. Był moją ostoją, moim promykiem w pochmurny dzień. Sprawiał, że nie czułam się jak bezwartościowy śmieć. Jedyne co w tym wszystkim mi nie pasowało, to jego brat, siedzący w pokoju za ścianą. Ale może to był znak i szansa dla mnie by mu przebaczyć. Chociaż nie byłam na to gotowa. Nie umiałam tak po prostu zapomnieć i przebaczyć, mimo że gdzieś w głębi zaczynałam o tym zapominać. Z takimi rzeczami trzeba nauczyć się żyć, ale to wraca jak bumerang, za każdym razem, gdy go widzę. Wspomnienia odżywają na nowo. Zważając na niedawne wydarzenia, można się domyślić, że ma to na mnie negatywny wpływ. Dawno nie czułam się tak okropnie. Byłam przekonana, że stracę przytomność, a nie chciałam tego, gdy on był obok i patrzył na mnie. Pewnie rozkoszował się moim cierpieniem, a to przerażenie w jego oczach to tylko przykrywka. Chciałabym żeby wyniósł się z mojego życia. Chciałabym już nigdy go nie widzieć. Chciałabym żeby zniknął. Na zawsze... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zasługiwał na prawdę

Przysięgam, że nie wiem o czym mówisz...