Przysięgam, że nie wiem o czym mówisz...

Coś okropnie śmierdziało, ale zapach wydawał się być znajomy. Otworzyłam oczy żeby sprawdzić, co się dzieje. W pokoju panował półmrok, a jedyne światło dochodziło z lampki nocnej. Nie było ono na tyle jasne żeby rozświetlało pomieszczenie, więc chcąc zobaczyć cokolwiek, musiałam przyzwyczaić swój wzrok do ciemności. Zauważyłam, że ktoś stoi przy otwartym oknie, a nad nim unosi się dym. Skręt ledwo widocznie żarzył się w dłoni chłopaka, który zaciągał się nim co chwila. Przyglądałam się mu przez chwilę. Od czasu do czasu nerwowo poprawiał włosy i brał głębokie oddechy, jakby coś go trapiło. Nagle jego telefon zadzwonił. Wyjął go z kieszeni, a jego twarz oświetliło niebieskie światło z urządzenia. Zaciągnął się ponownie i obojętnie wypuścił dym. Odłożył telefon na bok i odwrócił się w moją stronę, bacznie mi się przyglądając. 
- To jednak żyjesz? - spytał, wygaszając skręta. 
Nic nie odpowiedziałam. Podszedł bliżej i usiadł na skraju łóżka. Oparł łokcie na kolanach. 
- Wszystko w porządku? - spytał, nie patrząc na mnie.
Nadal milczałam, próbując sobie przypomnieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Chciałam zrozumieć co robiłam na jego łóżku. 
- Odezwij się do cholery! - krzyknął, a ja podskoczyłam. - Mowę ci odebrało, czy jak?!
Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym złości. 
- Wszystko w porządku... - wybełkotałam. - Dzięki. 
- Już myślałem, że całkiem zeszłaś. Co tam się w ogóle wydarzyło? 
Wzruszyłam ramionami. 
- Miewam ataki paniki... Czasami są słabsze, innym razem... - westchnęłam. - Nic dzisiaj nie jadłam, doświadczyłam dużej ilości różnych emocji i chyba... Chyba straciłam przytomność. Tak się dzieje odkąd ty... Odkąd wy... 
- Próbujesz mi wmówić, że to moja wina? - prychnął. - Przecież nie zrobiłem ci nic takiego! 
- Nic takiego? - nie wierzyłam w to, co słyszę. 
- Wielkie mi halo - wyrzucił ręce w powietrze. - Porwałem cię z kumplami z lodowiska. Potrzymałem kilka godzin w opuszczonym budynku, a potem wypuściłem. Przecież to nic okropnego! 
Oddychałam głęboko. Byłam zła, zdenerwowana i spanikowana, ale wiedziałam, że muszę w końcu z kimś o tym porozmawiać. W prawdzie on był ostatnią osobą, z którą powinnam o tym mówić, ale on doskonale znał sytuację. Dlatego wzięłam jeszcze kilka głębszych oddechów. 
- A to, co wydarzyło się w ciągu tych kilku godzin? - powiedziałam ledwo słyszalnie, powstrzymując mdłości, gdy wspomnienia przelatywały mi przed oczami. 
- Nic się nie wydarzyło - warknął. - Siedziałaś tam związana, a jak się obudziłaś to cię puściłem. 
Odwrócił się. Wyjął z kieszeni pudełko papierosów i zapalił jednego. 
- Chyba jednak o czymś zapomniałeś... 
- O niczym nie zapomniałem! Siedziałaś tam. Chłopaki cię pilnowali... Nie było ci wygodnie? - prychnął i zaciągnął się. 
Łzy stanęły mi w oczach. 
- Jakim cudem nie pamiętasz tego co ze mną robiliście?! - krzyknęłam. - Nie pamiętasz jak mnie wykorzystaliście?! Jak zabawnie było wykorzystywać nastolatkę, zabawiać się z nią! 
Łzy spływały ciurkiem po moich policzkach. Jordan odwrócił się i popatrzył na mnie ze zdziwieniem wyrysowanym na twarzy. 
- O czym ty mówisz? - wyszeptał. 
- O tym jak mnie zgwałciliście, gdy nie miałam nawet jak się obronić, bo byłam przywiązana do tego jebanego krzesła! 
- Nadia... Chyba coś ci się pomieszało... 
- Nic mi się nie pomieszało! Wszystko pamiętam! Każdy dotyk, dźwięk, ból, zapach i smak. 
Mdłości się wzmagały, mimo że nadal nic nie jadłam. Zaczęłam się trząść. 
- Nadia... Przysięgam, że nie wiem o czym mówisz... - przysunął się do mnie. - Kiedy to się wydarzyło? 
Płakałam. Trzęsłam się, ale próbowałam nad sobą panować. Skupiłam w sobie resztki sił, by dać radę. 
- Nie jestem pewna - wyszeptałam. - Gdzieś... Gdy obudziłam się pierwszy raz... To oni już... Potem... Jak mnie zostawiliście... Chyba zasnęłam... Obudziłam się... I on cię zawołał... 
Nie umiałam już złożyć poprawnej wypowiedzi. Brałam krótkie i szybkie oddechy. Traciłam kontrolę. 
Nagle Jordan przytulił mnie i zaczął głaskać po głowie, a ja już doszczętnie się załamałam i płakałam bez opanowania. 
- Przysięgam, że nie miałem pojęcia - szeptał w moją głowę. - Przysięgam, że nic o tym nie wiedziałem. Przysięgam, że nie było mnie tam wtedy. Nie zrobiłbym ci krzywdy, a tym bardziej nie pozwolił im ciebie skrzywdzić... Nadia... Przepraszam. 
Przytulił mnie jeszcze mocniej i wciąż przepraszał. W jakimś stopniu mu wierzyłam. Chyba nie mógł być tak dobry w udawaniu. Brzmiał wiarygodnie, a ja nie przypominałam sobie jego twarzy wśród tych obleśnych typów, wtedy nade mną. Ale czy nie słyszał jak błagałam by mnie zostawili? Chyba, że mój głos był zbyt cichy i tylko w mojej głowie brzmiał tak donośnie. Wstyd przyznać, ale naprawdę mu wierzyłam. Jeżeli tylko udawał, to byłam najbardziej naiwną osobą na świecie, ale jeżeli mówił prawdę, to nie był tak okropnym człowiekiem jak myślałam. Mimo wszystko to stało się przez niego. Gdyby mnie nie porwał to do niczego by nigdy nie doszło. Byłabym normalną, szczęśliwą dziewczyną. Bez ataków paniki, bez depresji i bez nienawiści do samej siebie. Kiedyś sobie z tym nie radziłam, potem było coraz lepiej aż znów go spotkałam i wszystkie wspomnienia wracały, jakby wydarzyły się wczoraj. 
Zaczynałam pomału odzyskiwać kontrolę. Uspokoiłam oddech. Dłonie wciąż mi odrobinę drżały. Jordan chyba to zauważył, bo odsunął się odrobinę ode mnie.
- Już dobrze? - wyszeptał, patrząc prosto na mnie. 
Kiwnęłam głową. 
- Lepiej - odpowiedziałam z lekką trudnością, bo gardło wciąż bolało mnie od płaczu. 
- Przysięgam, że nie miałem z tym nic wspólnego. Nie było mnie tam, naprawdę. Nadia, musisz mi uwierzyć. Nie było mnie tam - powtarzał, patrząc mi w oczy. 
Mówił prawdę, a ja nie miałam najmniejszych wątpliwości. Z jednym tylko nie mogłam się zgodzić. 
- Mógłbyś... Podać mi wodę? - spytałam cicho. 
Bez wahania wyszedł z pokoju i chwilę później wrócił ze szklanką wody. Wypiłam ją w ciągu kilku sekund. Poczułam ulgę, gdy nawilżyłam gardło. Położyłam się i przetarłam twarz, mając nadzieję, że nie wyglądam jak klaun. Nie wiedziałam, dlaczego przejmuję się tym jak wyglądam. To nie miało żadnego znaczenia. Ku mojemu zdziwieniu Jordan położył się obok mnie. Obydwoje wbiliśmy wzrok w sufit. 
- Miałeś z tym coś wspólnego - powiedziałam w końcu. - Gdybyś mnie nie porwał, nic z tego by się nie wydarzyło, więc to nadal twoja wina. 
- Skąd miałem wiedzieć, że oni coś takiego zrobią? Gdybym wiedział, to bym cię tam zostawił. 
Obróciłam się na bok by móc na niego patrzeć. 
- W zasadzie... to dlaczego mnie wtedy porwałeś? Po co? - spytałam. 
Odkąd to zrobił, byłam ciekawa, co nim kierowało. Czy to było zaplanowane? Czy to była tylko zabawa? 
Prychnął. 
- To zabrzmi głupio... - wymruczał. 
- Odpowiedz. I tak masz wobec mnie dług. 
Przewrócił oczami. 
- Spanikowałem. 
- Hm?
- Spanikowałem, bo... Spodobałaś mi się i... To brzmi idiotycznie... Bałem się, że jeżeli bym cię ze sobą nie zabrał to nigdy byś... To byś mnie odtrąciła. 
Zaśmiałam się. 
- Myślisz, że teraz masz u mnie większe szanse? To faktycznie głupie. Mogłeś wymyślić sobie inną wymówkę... 
- Widziałem cię kilka dni wcześniej, w restauracji ze znajomymi. Pomyślałem sobie, że byłabyś dla mnie idealna, ale nie miałem czasu żeby podejść, a gdy zobaczyłem cię na lodowisku... - położył się na boku i spojrzał mi w oczy. - Chciałem żebyś była moja, ale potem zrozumiałem co zrobiłem, że to wszystko nie tak. Dlatego cię wypuściłem. Przepraszam...
Położył dłoń na mojej, a w moim brzuchu poczułam jakieś przyjemne uczucie. To wydawało się być tak szczere, ale z drugiej strony niedorzeczne. Porwać kogoś żeby go nie stracić. Niezbyt dobra taktyka. 
Nagle ziewnęłam, a on uśmiechnął się uroczo i złożył delikatny pocałunek na moim czole. 
- Tyle spałaś, a nadal jesteś niewyspana.
W jednej chwili zrobiłam się bardzo zmęczona, że powieki same mi się zamykały. Przymknęłam je tylko na moment. Poczułam jak Jordan zaczesuje mi włosy za ucho i przykrywa kołdrą. 
- Dobranoc, księżniczko - usłyszałam i zasnęłam. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zasługiwał na prawdę

Chciałabym żeby zniknął