Trzymaj się od niego z daleka
Usłyszałam krzyki dochodzące gdzieś z głębi mieszkania. Czułam lekki ból głowy. Taki początek dnia nie brzmiał dobrze. Otworzyłam oczy i szybko uświadomiłam sobie, że nie jestem ani w swojej ani w Thomasa sypialni. Usłyszałam ciche pomrukiwanie mojego żołądka, który domagał się jedzenia. Ciężko się dziwić, skoro wczoraj nic nie jadłam. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Jordana, który spał spokojnie, jakby nie słyszał tego wszystkiego. Kilka pasm włosów spadło mu na czoło. Poczułam ogromną ochotę by je odsunąć z jego oczu. Wyglądał bardzo uroczo. Chciałam musnąć jego twarz, ale...
- Jordan! Widziałeś...
Drzwi huknęły o ścianę, a do pokoju wszedł Thomas. O mało nie dostałam zawału. Chłopak stał jak wryty i przyglądał mi się z niedowierzaniem. Usiadłam szybko, a Jordan zaczął przecierać oczy.
- Człowieku... Nie krzycz tak - powiedział, poprawiając włosy i spoglądając na mnie. - Dzień dobry, księżniczko - wymruczał i posłał w moją stronę zadziorny uśmiech.
Był wyraźnie ucieszony z faktu, że spędziłam z nim noc, w jego łóżku! Co ja najlepszego zrobiłam...?
- Wy sobie chyba żartujecie! - krzyknął Thomas, a ja aż podskoczyłam. - Szukam cię wszędzie! Dzwonię do ciebie, a ty... a ty jesteś w jego jebanym łóżku! Z nim! Are you fucking kidding me?!
- Thomas... - próbowałam go uspokoić. - To nie...
- To nie tak jak myślę?! Ostatnio się z nim pobiłem żeby nic ci nie zrobił, a teraz tak po prostu wskakujesz mu do łóżka?! Od kiedy zrobiłaś się taka chętna co?! A ty...! - wskazał na Jordana. - Mówiłem, że masz ją zostawić w spokoju! Głuchy jesteś czy jak?!
- Nie wierzę... - szepnęłam, kręcąc głową. - Za kogo ty mnie masz co? - powiedziałam, starając się nie podnosić głosu. - Naprawdę myślisz, że bym się z nim przespała? Naprawdę myślisz, że taka jestem?
Thomas wydawał się być zbity z tropu. Nie wiedział, co powiedzieć, więc wyszłam z łóżka i kontynuowałam.
- Wiem, że zachowałam się beznadziejnie, zostając z nim na noc. Zdaję sobie z tego sprawę, że po tym wszystkim, co zrobił, powinnam się do niego nie zbliżać, ale czułam się wczoraj okropnie! Miałam kolejny atak i byłam zmęczona. Gdzie ty w tym wszystkim byłeś? Nie widziałeś jak wróciliśmy? Nie masz prawa na mnie tak naskakiwać!
Poczułam mdłości, a dłonie zaczęły mi się trząść. Jakby to moja mama powiedziała - spadł mi cukier. Potrzebowałam jedzenia, ale to nie była dobra pora, a może była...
- Wyszedłem wczoraj - powiedział Thomas. - Miałem szybko wrócić, ale zasiedziałem się... Jak wróciłem byłem trochę... Nietrzeźwy. Nie wiem nawet, o której przyszedłem. Rano zauważyłem, że cię nie ma. Wystraszyłem się! Dzwoniłem do ciebie, martwiłem się, a zastaję cię.. u niego?
- Pech chciał, że akurat był obok...
- Pech? - wciął się Jordan. - Czyli nie podobała ci się ta noc?
- Nie denerwuj mnie - wycedziłam przez zęby. - A ty Thomas... nie masz prawa tak o mnie mówić! Wypraszam sobie. Z resztą... nie jesteś moją niańką! Nie musisz się mną opiekować i gdyby nie to, że nie mam się gdzie podziać, to bym stąd wyszła - wzięłam głęboki oddech. - A teraz przepraszam, ale przysięgam, że jak nic nie zjem to zemdleję... Nic wczoraj nie jadłam.
Wyszłam przez drzwi, wymijając przyjaciela. Nie wierzę, że tak się zachował. Jak mógł tak o mnie powiedzieć...
Otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegokolwiek do jedzenia. Westchnęłam, widząc, że nie ma nic, co by się nadawało. Poszłam, więc do pokoju po ciuchy, gdzie zastałam Thomasa.
- Nadia, ja...
- Daruj sobie - odburknęłam i poszłam do łazienki.
Ogarnęłam się i szybko wyszłam z mieszkania, zgarniając wcześniej torebkę. Pokierowałam się do najbliższego, osiedlowego sklepu. Kupiłam pierwsze lepsze pieczywo i twaróg. Nie miałam ochoty wracać jeszcze do mieszkania, więc usiadłam na ławce i zjadłam to cudowne śniadanie. Zerknęłam na ekran telefonu. Faktycznie było na nim kilkanaście nieodebranych połączeń od Thomasa, w tym jedno sprzed kilku minut. Zignorowałam to i wybrałam numer do Izy. Wyjaśniłam jej całą sytuację i poprosiłam o spotkanie. Zgodziła się bez wahania. Spotkałyśmy się w kawiarni na Starym Mieście. Opowiedziałam jej wszystko, co się działo ostatnio, pomijając kilka szczegółów, by jej jeszcze bardziej nie martwić. Cieszyłam się, że miałam kogoś bezstronnego w tej sprawie. Rozmowa z Izą i gorąca kawa zdecydowanie poprawiły mi humor. Potem dziewczyna odprowadziła mnie pod uczelnię, gdzie czas okropnie mi się dłużył, a gdy zajęcia już się skończyły, ociągałam się by jak najpóźniej wrócić do mieszkania Thomasa.
W drodze powrotnej na uboczu zobaczyłam Jordana, który rozmawiał z jakimś tajemniczym facetem. Wymienili się czymś szybko i rozeszli. Do głowy przyszły mi tylko narkotyki, ale czy on był aż tak głupi. Obserwowałam go jeszcze chwilę, a potem starałam się go dogonić. Nie lubiłam chodzić w pojedynkę.
- Cześć - powiedziałam, gdy już byłam obok niego, ale nie odezwał się ani słowem. - Kto to był? Ten facet? - spytałam niepewnie.
W głębi serca martwiłam się o niego.
- A co, nagle się mną interesujesz? - prychnął. - Co ja jestem twoim przyjacielem żeby ci się zwierzać? To mój kumpel i tyle ci wystarczy.
Powiedział i poszedł w całkiem inną stronę. Dziwnie się zachowywał. Założył kaptur na głowę i zniknął za zakrętem. Nie w moim interesie się nim przejmować, więc poszłam prosto do mieszkania, gdzie zastałam Thomasa. Jane była jeszcze w pracy.
- Na szczęście wróciłaś! - powiedział chłopak, gdy tylko zobaczył mnie w drzwiach. - Znowu nie odbierałaś.
- Byłam z Izą, a potem miałam zajęcia - odpowiedziałam obojętnie, kierując się do jego sypialni.
- Nadia, przepraszam. Zachowałem się podle. Błagam, wybacz mi! Ja się po prostu martwiłem.
Usiadłam na łóżku.
- Proszę, proszę, proszę... - powiedział i zrobił minę zbitego psa.
Przekręciłam oczami i zaśmiałam się. Nie umiałam się na nikogo długo gniewać.
- Już dobra, dobra... - powiedziałam, kładąc się.
Nagle Thomas się na mnie rzucił, omal nie zrzucając mnie z łóżka.
- Wiedziałem, że nie będziesz się długo gniewać - szturchnął mnie w plecy. - Ale i tak okrooopnie mi głupio. Jestem najgorszym przyjacielem.
- Może troszkę - zaśmiałam się, na co on zrzucił mnie z łóżka.
Złapałam za poduszkę, na której leżał i rzuciłam nią w niego, tak mocno, jak umiałam. Oczywiście na tym się nie skończyło. Przez przypadek rozpoczęłam bitwę na poduszki. Dawno się tak nie uśmiałam. Jednak mieszkanie z przyjacielem miało swoje zalety. Jak każdy ma wady, ale jest najlepszym, co mnie spotkało w życiu i jedyne, co bym w nim zmieniła, to brata, który jest dla mnie ogromną zagadką.
Jednego dnia jest uroczy i troskliwy, a drugiego zachowuje się jak dupek, którego nic ani nikt nie obchodzi. Jest toksyczny, ale to mnie w jakiś sposób do niego przyciąga. Chciałabym odkryć, która wersja jest prawdziwa.
- Trzymaj się od niego z daleka - powiedział Thomas, jakby czytał mi w myślach. - On jest dupkiem i nigdy się nie zmieni. Znam go dłużej niż ty, a nie chciałbym żeby cię zniszczył i ściągnął na dno. Jesteś warta o wiele więcej.
Szturchnął mnie żeby rozluźnić atmosferę. Kiwnęłam głową, ale nie byłam pewna czego chcę.
Komentarze
Prześlij komentarz