Zasługiwał na prawdę
Z samego rana dostałam informację o tym, że awaria w moim mieszkaniu została naprawiona. Odetchnęłam z ulgą, że będę mogła w końcu wrócić i wyspać się w swoim łóżku. O niczym innym nie marzyłam tak jak o chwili samotności we własnym pokoju. Od razu po śniadaniu zaczęłam się pakować. Na szczęście miałam tylko dwa nieobowiązkowe wykłady, więc po prostu sobie odpuściłam wizytę na uczelni.
Miałam wrażenie, że przez czas pobytu u Thomasa przybyło mi rzeczy. Ledwo zmieściłam się ze wszystkim, a nie wzięłam niczego dodatkowego. Bardzo cieszyłam się z tego, że wracam, ale wiedziałam, że będę tęsknić za ich towarzystwem. Przez te kilka dni udało mi się przyzwyczaić do chłopaków. Pomimo tego, że nie każde spotkania były miłe.
- Ale będziesz nas jeszcze odwiedzać? - spytała Jane, gdy piliśmy razem herbatę.
- Jeżeli tylko Thomas mnie zaprosi - odpowiedziałam, śmiejąc się.
- U nas jesteś zawsze mile widziana, nawet bez zaproszenia! - powiedział jakby obruszony moją odpowiedzią.
Cieszyłam się, że mogłam przyjść do niego, kiedy tylko miałam na to ochotę. Jednak mimo wszystko wolałam ograniczyć ilość moich pobytów tutaj, głównie ze względu na Jordana, którego jeszcze dzisiaj nie widziałam. Chciałam się z nim zobaczyć, zanim wyjdę, ale nie chciałam o niego wypytywać, więc starałam się o tym nie myśleć.
Po herbatce zabrałam moje rzeczy, pożegnałam się i wyszłam. To był bardzo dziwny czas. Ostatnimi czasy nie doświadczyłam tak ogromnej dawki emocji. W ciągu tych kilku dni byłam wściekła, zrozpaczona i szczęśliwa, wróciły do mnie ataki paniki, ale mam nadzieję, że nie zostaną na dobre. Bez nich życie jest dużo lepsze. Pomyśleć, że mogłam ich nigdy nie mieć, gdyby nie Jordan. Pomału uczę się żyć z tym wszystkim, ale jest ciężko, jednak mój stosunek do niego zmienił się. Wydaje mi się, że już go nie nienawidzę. Wzbudza we mnie inne emocje niż kiedyś. To już nie jest odraza, strach czy złość, ale w pewien sposób poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Czy to nie szaleństwo?
- Już nas opuszczasz, księżniczko?
Podniosłam głowę. Stał przede mną, uśmiechając się delikatnie, ale był jakby niespokojny. Wyraźnie coś go gryzło, ale chyba nie miałam odwagi o to zapytać.
- Czas opuścić wasz hotel - powiedziałam, próbując poprawić mu humor, a może sobie...
- Będzie mi ciebie brakowało.
Podszedł do mnie i mnie przytulił. Zaskoczyło mnie to, nawet bardzo. Nie wiedziałam co mam robić. Jednak zanim zdążyłam się zastanowić, on odsunął się ode mnie, ale był nadal na tyle blisko, że czułam jego oddech na swojej skórze.
- Uważaj na siebie czy coś - rzucił i pocałował mnie w policzek, po czym odszedł.
Po prostu zniknął, a ja stałam na środku chodnika, ciągle będąc w szoku. Nie docierało do mnie, to co się wydarzyło. Takiej wersji jeszcze nie znałam, ale mogłabym się przyzwyczaić. Odwróciłam się żeby jeszcze go zawołać, ale nie było po nim śladu. Zrezygnowana poszłam na przystanek. Nie mogłam przestać o nim myśleć. O jego drobnym pocałunku, o uścisku, o jego perfumach wymieszanych z zapachem papierosów. Zastanawiało mnie to, co stało się w mojej głowie, że z nienawiści do niego przeszłam do... tego. Nie umiałam tego nawet określić. Coraz bardziej go lubiłam. Thomas chyba nie byłby z tego zadowolony.
Nim się obejrzałam, byłam już w mieszkaniu. Przez kilka godzin nadrobiłam zaległości z Izą, rozmawiałyśmy o wszystkim, co się działo, ale nie wdrożyłam jej dokładnie w temat Jordana. Stwierdziłam, że to powinno zostać póki co w mojej głowie. Najpierw sama musiałam to rozgryźć.
Następnego dnia Thomas już prosił mnie o spotkanie. Znalazłam czas pomiędzy zajęciami. Umówiliśmy się na kawę w naszej kawiarni.
- Rozmawiałeś z Jordanem? - spytałam, bo chciałam się dowiedzieć, skąd takie jego zachowanie.
- Niekoniecznie... Wczoraj spakował się i powiedział, że jedzie do Anglii - wzruszył ramionami. - Dlaczego pytasz?
Zatkało mnie. Nie tego się spodziewałam.
- Wyjechał? Tak po prostu...?
Nie dowierzałam temu, co usłyszałam. Zrobiło mi się okropnie przykro, nie wiedzieć dlaczego.
- Ta... Powiedział, że ma dosyć tego wszystkiego i chce wziąć się w garść. Pojechał do pracy.
- Na długo?
- Nie mówił... Czemu tak o niego wypytujesz?
- Tak po prostu. A jak Jane? - próbowałam zmienić temat.
- Dobrze. Dlaczego tak pytasz o Jordana? - nalegał.
- Z ciekawości... Będę musiała się zbierać...
- Nie. Nadia, o co chodzi? Coś was łączy? O czymś mi nie mówisz.
- Wiesz o wszystkim.
- Ale to nie było pytanie... Powiesz mi czy nie?
- Thomas, naprawdę. Nic nas nie łączy.
- Mam inne wrażenie. Odkąd się spotkaliście, to byliście dla siebie uszczypliwi. Skąd się znacie?
- Słucham? No przecież ty nas poznałeś... - powiedziałam skołowana.
- Kłamiesz. Jordan mówił, że się zmieniłaś od waszego pierwszego spotkania. Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
- Tak powiedział?
Byłam w szoku. Nie wiedziałam o co chodzi i dlaczego wspomniał przy Thomasie, że się znamy z przeszłości.
- Skąd się znacie? - zapytał niecierpliwie.
Osłupiałam. Co miałam mu powiedzieć? Nie chciałam wciskać mu kłamstw. Przyjaźniliśmy się. Może zasługiwał na prawdę.
- Spotkaliśmy się 3 lata temu... - wyszeptałam niepewnie. - Na lodowisku. To skomplikowane...
- Wtedy na lodowisku? - dopytywał.
- Tak, wtedy.
Nie powiedziałam nic więcej. Thomas wyglądał jakby próbował rozwiązać jakąś zagadkę.
- Bałaś się go... - wyszeptał po chwili i spojrzał na mnie. - Unikałaś go... a on na ciebie naciskał. Jak u nas byłaś, miałaś ataki. It was... To on ci to zrobił, prawda? To był on... wtedy?
Zaskoczył mnie. Był mądrzejszy niż przypuszczałam. Domyślił się o co chodzi, dosłownie po kilku minutach. Połączył fakty i... Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Westchnęłam tylko i kiwnęłam głową.
- Zabiję go. Jak go tylko dorwę to... - wstał nerwowo od stołu.
- Thomas... uspokój się - złapałam go za dłoń. - Usiądź, proszę.
Na szczęście mnie posłuchał.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! Przecież nie musieliśmy... Ty z nim przebywałaś... Czy on... czy on ci coś zrobił jak byłaś u nas? Skrzywdził cię?!
- Thomas, uspokój się - skarciłam go, bo miałam wrażenie, że wszyscy się na nas patrzą. - Nie skrzywdził mnie. Wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- Ty się słyszysz?! - wrzasnął.
Widocznie nie spodobała mu się moja odpowiedź.
- Czy ty pamiętasz, co on ci zrobił?!
- Nie krzycz - poprosiłam. - Takich rzeczy się nie zapomina, ale...
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, co? Dlaczego?
- Bo to twój brat!
- Mam to gdzieś! Powinnaś była mi powiedzieć. Myślałem, że się przyjaźnimy...
Wstał i wyszedł. Tak po prostu. Czułam jak wszyscy się na mnie patrzą. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Pośpiesznie ubrałam kurtkę i wyszłam. Thomas naprawdę był wściekły. Cieszyłam się, że Jordana nie było. Kto wie, co by zrobił. To u nich chyba rodzinne, że ciężko im panować nad emocjami. Bałam się, że przez tę sytuację straciłam przyjaciela. Zasługiwał na prawdę i żałuję, że powiedziałam mu tak późno, ale nie chciałam niszczyć jego relacji z bratem, ale prędzej czy później i tak by się dowiedział. Nie wiem jakie fakty skojarzył, ale i tak nadal nie znał całej prawdy. Tylko, że to Jordan powinien mu o tym powiedzieć, nie ja. Wolałam żeby dogadali się ze sobą. Miałam tylko nadzieję, że nie obrazi się na mnie za to. Troszczyłam się o jego relacje, a to nic złego. Równie dobrze Jordan mógł mu powiedzieć jak było. To nie musiałam być ja, ale pech chciał, że to byłam ja i już nic nie mogłam zrobić. Pozostawało tylko liczyć na to, że nie zepsułam żadnej relacji i wszystko się wyjaśni i będzie dobrze. Skoro ja nauczyłam się z tym żyć, to on też da radę. Po prostu potrzebuje czasu. Odezwie się, gdy to przetrawi.
Komentarze
Prześlij komentarz