To wszystko było złym pomysłem.
Siedziałam niewiele mówiąc, co chwila zerkając na Izę. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czułam się niezręcznie w ich towarzystwie i przez to było mi jeszcze bardziej głupio. Pomału sączyłam moją kawę, próbując jej nie zwrócić, gdy patrzyłam na Jordan'a. To tak obrzydliwie przystojny chłopak, że to powinno być zakazane. Dlaczego ktoś z taką urodą musi być takim dupkiem. Jego czekoladowe oczy, takie piękne, a tak przepełnione dupkowatością. Takie słowo chyba nawet nie istnieje, ale to idealne określenie. Tak samo jak jego uśmiech. Jest kuszący, ale jednocześnie dupkowaty. - Nadia! O rany... - Przepraszam, mówiłeś coś? - zwróciłam się do Thomas'a, który trząsł moim ramieniem. On tylko przewrócił oczami. - Jordan ci się podoba, że tak na niego patrzysz? Hm? Spojrzałam na niego, potem na tego dupka, który uśmiechał się cwaniacko. Prychnęłam. - Jasne, że nie... Po prostu się zamyśliłam - rzuciłam w obronie. - Nad moją idealnością? - zaśmiał się...