"Po każdej burzy wychodzi słońce"

Zatrzasnęłam za sobą drzwi i szybko poszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i weszłam pod prysznic. Usiadłam na zimnych płytkach i pozwoliłam żeby łzy łączyły się z kroplami wody, które szybko spadały na moje nagie ciało. Cała się trzęsłam. 

Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek go spotkam. "Nie pozwól by to, co się stało kreowało twoją przyszłość." - słowa mojej terapeutki wciąż krążyły w moich myślach, przeplatając się ze wspomnieniami z tamtego dnia. 

Nie wiem jak długo siedziałam pod prysznicem, ale usłyszałam pukanie do drzwi. 

- Nadia? Wszystko w porządku? - głos mojej przyjaciółki przebijał się przez szum wody. 

- Tak - odpowiedziałam. - Już wychodzę. 

Przetarłam powieki i wstałam. Umyłam się, pozwalając łzom wciąż płynąć. Kiedy wyszłam spod prysznica, nie chciałam patrzeć w lustro. Owinęłam się w ręcznik i poszłam do swojego pokoju, nie zamieniając z Izą ani słowa. Nie miałam ochoty na rozmowę. Ubrałam piżamę i rzuciłam mój telefon w kąt. Wśliznęłam się do łóżka i nakryłam kołdrą. Po jakimś czasie zasnęłam, zmęczona płaczem.

Następnego dnia wstałam z okropnym bólem głowy. Nie zastanawiając się ani chwili, poszłam do kuchni. Iza już jadła swoje śniadanie. 

- Cześć - szepnęłam.

Moja przyjaciółka wyglądała, jakby zobaczyła ducha. W sumie pewnie go przypominałam.

- Wszystko w porządku? - spytała zatroskana. - Nie wyglądasz zbyt... dobrze. 

Uśmiechnęłam się do niej słabo i sięgnęłam do szafki po paracetamol. 

- Bywało lepiej - odpowiedziałam i przełknęłam tabletkę, krzywiąc się - miała okropny smak.

- Co się wczoraj stało? 

Wzruszyłam ramionami. 

- Nie ważne - rzuciłam i wróciłam do pokoju. 

Naprawdę nie chciałam o tym teraz z nią rozmawiać, ani z nikim innym. Potrzebuję się oswoić z informacją, że ON jest bratem mojego przyjaciela. Jak ja mogłam nie zauważyć podobieństwa? Angielski akcent, te same oczy i uśmiech. Wszystko było tak jasne, a ja byłam tak ślepa.  

Nagle usłyszałam, jak mój telefon wibruje na podłodze, gdzie go zostawiłam. Niechętnie po niego sięgnęłam. 

"Odpisz. Martwię się" - tak brzmiała treść wiadomości od Thomas'a. Jedna z 20, które do mnie wysłał. 

Przetarłam oczy i odpisałam mu: "Wszystko ok. Odezwę się wkrótce. Przepraszam". 

Odłożyłam telefon i położyłam się na łóżku. Czekał mnie wykład, ale stwierdziłam, że mogę sobie go raz odpuścić. Nikt nie może być perfekcyjnym studentem, a ja... nie miałam ochoty opuszczać tego ciepłego i wygodnego miejsca, tylko po to żeby wysłuchiwać gadania mojego wykładowcy, którego i tak nigdy nie słuchałam. 

Po chwili usłyszałam pukanie, a w drzwiach stała Iza... z herbatą. 

- Hej, nie wiem co się dzieje, ale myślę, że nie odmówisz mi herbatki? - zawahała się. - Twoja ulubiona. 

Uśmiechnęłam się do niej i zrobiłam jej miejsce obok siebie. Tacy przyjaciele rzadko się zdarzają. Przejęłam od niej kubek z herbatą, a gdy już usiadła, położyłam jej głowę na ramieniu. 

- Życie to suka... - mruknęłam.

- Wiesz, że nie zawsze jest kolorowo, ale jak to mówią... "Po każdej burzy wychodzi słońce" - puściła mi oczko. 

- Myślałam, że moje już wyszło, a to wszystko było tylko złudzeniem. 

- Niekoniecznie. Może to po prostu jeszcze nie koniec burzy.

Prychnęłam. 

- Nie wiem czy jest coś gorszego od tego, że brat chłopaka, który jest twoim promykiem nadziei, jest osobą, która zrobiła z twojego życia bagno... 

- Żartujesz sobie? - Iza zerwała się i popatrzyła na mnie przerażona. - Nie mów, że ten typ, co cię porwał, jest bratem Thomas'a. 

Westchnęłam, a moje oczy zaczęły się napełniać łzami. 

- Nie wiem, co robić. Zależy mi na Thomasie, ale jak ja mam to pogodzić z tym wszystkim. Ja wiem, że rodziny się nie wybiera, a on nie miał z tym nic wspólnego, ale to mnie chyba przerasta. Ja tak nie mogę... 

- Ej no... - Iza zabrała mój kubek i przytuliła mnie mocno. - Wiem, że to nie jest życie, jakie sobie wymarzyłaś, ale pamiętaj, że wszystko się czym prędzej ułoży. Thomas pojawił się w twoim życiu nie bez powodu. Może to dla ciebie szansa żeby się z tym wszystkim pogodzić? Daj mu szansę. 

- Jordanowi?!

- Thomasowi... Nie jest niczemu winien. Przemyśl to. Przecież nie musicie się spotykać we trójkę! 

Iza miała rację... On tu nie zawinił, tylko jego brat. To jednak nie zmienia faktu, że jest jeszcze zbyt wcześnie.

- Masz rację - kiwnęłam głową. - Postaram się sobie to jakoś ułożyć. 

- Jesteś silną kobietą! Poradzisz sobie ze wszystkim.

Jej uśmiech był tak szczery, że prawie jej w to uwierzyłam. 

- A teraz... - kontynuowała. - Ogarniaj się! Idziemy na kawę i pyszne ciastko, a potem na obiad! I nawet nie próbuj odmawiać. Już, już wstawaj! 

Zaczęła mnie ciągnąć za rękę, a ja się zaśmiałam i mimo woli wyszłam z łóżka. 

- Masz pół godziny. Czekam na ciebie! - posłała mi buziaka i wyszła z pokoju. 

Co za wariatka! Prychnęłam i ruszyłam do łazienki żeby doprowadzić się do porządku. 

-  Jestem silną kobietą. Jestem silną kobietą. Jestem silną kobietą.

Powtarzałam to sobie w kółko, licząc na to, że w końcu w to uwierzę. 

Gdy już wyglądałam w miarę dobrze, spotkałam się z Izą na korytarzu.

- Wyglądasz cudownie. To idziemy - klasnęła, złapała mnie pod rękę i wyprowadziła z mieszkania. 

***

- Tutaj mają bardzo smaczną kawę - powiedziałam, wskazując na kawiarnię, w której spotykałam się z Thomasem. 

- No i super.

Weszłyśmy, a moim oczom ukazało się dobrze mi znane pomieszczenie. W powietrzu unosił się cudowny aromat kawy. Zaciągnęłam się tym zapachem i rozejrzałam się dookoła. Uwielbiałam to miejsce, spędziłam tam tyle czasu. Nagle zauważyłam znajomą sylwetkę. Jordan stał przy kasie i coś zamawiał, a przy stoliku niedaleko siedział Thomas ze swoją siostrą. Nie byłam na to gotowa. 

- Może jednak pójdziemy gdzieś indziej? - mruknęłam, nie mogąc oderwać od nich oczu. 

Iza szybko zorientowała się o co chodzi. Doskonale pamiętała, jak wygląda Jordan. Kiwnęła głową i odwróciła się do wyjścia. Podążyłam za nią. 

- Nadia! - usłyszałam za sobą i chwilę później poczułam dłoń na moim ramieniu. - Cieszę się, że nic ci nie jest. 

Thomas przytulił mnie mocno, a mnie ogarnęły wyrzuty sumienia, że nie dałam mu znaku życia. Kiwnęłam głową. 

- Wszystko w porządku - uśmiechnęłam się słabo i miałam zamiar wyjść. 

- Może się przysiądziecie? - spytał uroczo, wskazując na swoją siostrę, która nam machała. 

Spojrzałam z niepokojem na moją przyjaciółkę, a ona na mnie. Wyglądała na równie spanikowaną, co ja. Nie wiedziałam co robić. Może Iza  ma rację i to szansa na to żeby się z tym wszystkim pogodzić. 

Zagryzłam zęby i uśmiechnęłam się delikatnie, próbując uspokoić swoje dłonie, które się okropnie trzęsły. 

- Jasne - odpowiedziałam. - W końcu przyszłyśmy na kawę. Miło będzie ją wypić w takim towarzystwie. 

Przyjaciółka patrzyła na mnie tak, jakbym zwariowała. Nie odezwała się nawet słowem. 

- Cudownie! - Thomas uśmiechnął się od ucha do ucha i podążył w stronę stolika. 

- To był twój pomysł żeby się z tym pogodzić, więc musisz mi teraz z tym pomóc - szepnęłam do Kai. 

- Mam nadzieję, że nie będzie tak źle... - powiedziała niepewnie. 

- Hej... - uśmiechnęłam się uroczo do Jane. 

- Cześć, mała - Jordan puścił do mnie oczko, a mnie oblał pot. 

Zemdliło mnie, ale próbowałam się opanować. 

"Daj mu szansę, Nadia!" 

- Siadaj! - Thomas poklepał miejsce obok siebie. 

Otrząsnęłam się i zrobiłam to o co prosił chłopak. Wszystko się ułoży...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zasługiwał na prawdę

Chciałabym żeby zniknął

Przysięgam, że nie wiem o czym mówisz...