Cześć, jestem...
Przewróciłam stronę książki i upiłam łyk pysznego, waniliowego latte macchiato. Obok mnie pojawiła się kelnerka, która postawiła na moim stoliku kawałek szarlotki.
- Pani ciasto - uśmiechnęła się do mnie ciepło.
- Dziękuję - odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
Westchnęłam i odłożyłam książkę na bok. Ostatnio czytałam bardzo dużo romansów, co niekoniecznie mi służyło, ponieważ czułam się osamotniona i niekochana, ale wolałam to niż być w związku z kimś nieodpowiednim. Ta myśl sprawiła, że w mojej głowie nagle zaczęły szaleć wspomnienia sprzed kilku lat. Przypomniałam sobie jego twarz, a po moim ciele przeszły ciarki. Zaczęłam szybko oddychać. Musiałam zamknąć oczy żeby spróbować się uspokoić. Liczyłam do dziesięciu, dwudziestu, trzydziestu... To nie pomagało. Odruchowo zaczęłam wbijać paznokcie w dłoń i próbowałam spowolnić oddech. Poczułam się odrobinę lepiej. Otworzyłam oczy i spojrzałam na swoje pokaleczone dłonie. Kto by pomyślał, że mam tyle siły. Naprawdę nie znoszę, gdy te wspomnienia do mnie wracają, a mimo że od tamtego porwania minęło 3 lata, wciąż potrafię przypomnieć sobie jego twarz z detalami. Wtedy nie umiałam się skupić nad jego osobą, a teraz nawiedza mnie, kiedy tylko sobie o tym wszystkim przypomnę. Ludzki umysł jest tak bardzo skomplikowany.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam obok siebie.
Uniosłam głowę i zobaczyłam przed sobą uroczego chłopaka z delikatnie roztrzepanymi, ciemnymi włosami. Miał głębokie, błękitne oczy, które od razu przykuwały uwagę i utrudniały koncentrację.
- Tak, dziękuję - odpowiedziałam, uśmiechając się słabo.
- Jesteś pewna? - skrzywił się. - Nie wyglądasz jakbyś płakała ze szczęścia.
O czym on... O cholera! Przetarłam policzki, które jak się okazało były całe mokre. Nie miałam pojęcia, że się rozpłakałam. To było dla mnie naprawdę traumatyczne wspomnienie. Teraz i tak reagowałam lepiej. Przez rok od tamtego wydarzenia miewałam ataki paniki, z którymi nie umiałam sobie poradzić, wpadłam w depresję i odcięłam się od moich przyjaciół. Gdyby nie moja mama, która zauważyła, że coś jest nie tak, trwałabym w tym pewnie do tej pory, ale ona, mimo że nie znała całej prawdy, zmotywowała mnie żebym poszła z tym do specjalisty. To pozwoliło mi odżyć i zaakceptować to, co się stało. Przeszłości niestety nie da się zmienić, ale za to przyszłość jak najbardziej.
- Po prostu coś sobie przypomniałam - odpowiedziałam niepewnie.
- Mogę się przysiąść?
Co takiego? Tego się nie spodziewałam, ale w sumie to nie mam nic do stracenia.
- Pewnie - uśmiechnęłam się, a on, nie wahając się ani chwili, usiadł naprzeciwko mnie.
- To może od początku - zawahał się, a po chwili podał mi rękę. - Cześć, jestem Thomas.
Thomas... to by pasowało do jego angielskiego akcentu, którego wcześniej nie wyłapałam. Jak na kogoś, kto prawdopodobnie urodził się za granicą, bardzo dobrze mówi po polsku.
- Nadia - odpowiedziałam, ściskając jego dłoń. - Nie jesteś stąd? - moja ciekawość wygrała...
Chłopak delikatnie się uśmiechnął.
- Urodziłem się w Anglii i mieszkałem tam do 10. roku życia, ale potem moi rodzice, którzy są Polakami, zdecydowali się na powrót do swojej ojczyzny i oto jestem - zaśmiał się.
- Nie miałeś problemu z nauką języka? - spytałam, biorąc do ust kawałek mojej szarlotki. Swoją drogą... była przepyszna.
- Na początku tak, ale nawet szybko mi poszło. Moje starsze rodzeństwo miało większy problem i do tej pory nie umieją perfekcyjnie mówić po polsku.
- Mieszkacie tutaj, w Krakowie?
- Tak, razem z siostrą. Rodziców nigdy nie ma, w sumie chyba mieszkają gdzieś w Warszawie, ale do końca nie wiem, pogubiłem się już, a brat... - zamilkł. Spuścił wzrok i westchnął. - To długa historia, może kiedyś ci opowiem.
Uśmiechnął się słabo, a mi zrobiło się głupio. Biedny chłopak.
- Przykro mi...
- Jest w porządku. Naprawdę, już do tego wszystkiego przywykłem... Ale co ciebie trapi?
- Ciężkie wspomnienia z czasów liceum - odpowiedziałam niepewnie.
- Rozumiem, że nie chcesz o tym mówić.
Kiwnęłam głową, a Thomas uśmiechnął się i zręcznie zmienił temat. Był bardzo interesującą osobą i pomimo swoich doświadczeń, bardzo wesołą i zabawną. Rozmawialiśmy dopóki nie musiałam iść na zajęcia. Było mi przykro, że muszę go opuścić, bo złapaliśmy dobry kontakt, ale miałam nadzieję, że to nie koniec znajomości.
- Wymienimy się numerami? - spytał, gdy już miałam odchodzić. - Chciałbym cię bliżej poznać... Ciebie i twoją historię.
- Jasne!
Ucieszyłam się, bo naprawdę mogłabym rozmawiać z nim jeszcze przez długi czas.
- To do zobaczenia? - powiedział z zawahaniem.
- Mam nadzieję.
Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę uczelni. Byłam zdecydowanie w lepszym humorze. Już dawno nie rozmawiało mi się z nikim tak dobrze, a dodatkowo pozwoliło mi to zapomnieć o... Nie ważne. Było minęło, liczy się tu i teraz. Wzięłam głęboki oddech, uniosłam głowę i pewna siebie szłam ulicami Krakowa prosto na zajęcia, rozmyślając o uroczym chłopaku z kawiarni.
Gdy wracałam po zajęciach do mieszkania, było już ciemno. Bardzo nie lubiłam wracać o takiej porze, mimo że już pomału zaczęłam się przyzwyczajać to nadal czułam się niepewnie. Bałam się, że w każdej chwili może mnie ktoś zaatakować, uprowadzić albo zamordować. Sama siebie napędzałam tymi myślami. Ścisnęłam mocniej gaz pieprzowy, który trzymałam w kieszeni w kurtce tak na wszelki wypadek. W końcu przezorny zawsze ubezpieczony...
W takich momentach jak ten wyjątkowo bardzo uderzały we mnie wspomnienia. Te niewyraźne i te które pamiętałam dokładnie.
Nagle poczułam jak mój telefon wibruje. Wystraszyłam się, bo naprawdę nie spodziewałam się tego. Niepewnie wyciągnęłam telefon z kieszeni, drugą dłonią ciągle trzymając gaz.
"Już po zajęciach? :) Thomas."
W momencie zrobiło mi się cieplej na sercu i poczułam się odrobinę pewniej. Odpisałam mu i już po chwili dostałam odpowiedź.
"Uważaj jak będziesz wracać, bo po świecie krążą różni ludzie."
Jakbym tego nie wiedziała... Westchnęłam, podziękowałam za troskę i schowałam telefon, bo miałam wrażenie, że moje palce zaczynają zamarzać.
Po wejściu do mieszkania przywitałam się z Izą, która właśnie robiła sobie kolację. Ona jako jedyna wiedziała, co stało się tamtego dnia. Była moją najlepszą przyjaciółką i bardzo mnie wspierała. Często, gdy bałam się wrócić po zmroku, wychodziła po mnie na przystanek i towarzyszyła mi w drodze powrotnej. Była aniołem, na którego nie zasługiwałam. Niestety tylko z nią udało mi się utrzymać kontakt, reszta naszej paczki się rozpadła. Każdy poszedł w swoją stronę.
- Jak minął dzień? - spytała Iza, przeżuwając kawałek chleba.
- Zaskakująco dobrze - odpowiedziałam.
- Co takiego się wydarzyło? Bo u mnie poza tym, że nie zdałam kolokwium, to spaliłam obiad... i garnek.
Pokazała mi naczynie z czarnym dnem. Zaklęła pod nosem, a ja się zaśmiałam.
- Kolokwium poprawisz, a garnek... no cóż... Kupimy nowy - zachichotałam. - Odpowiadając na twoje pytanie... Zaraz po moim mini ataku paniki, poznałam w kawiarni chłopaka...
- Co takiego?! - pisnęła i odstawiła kolację na bok. - Opowiadaj!
Zaśmiałam się cicho i zaczęłam wspominać spotkanie z Thomasem, opisując mojej przyjaciółce wszystkie szczegóły. Ona była pewna, że chłopak zostanie w przyszłości moim mężem, a problem polegał na tym, że mimo że był bardzo uroczy, to nie w moim typie, ale kto wie co przyniesie życie. W tamtej chwili nie wiązałam z nim szczególnych planów, ale bardzo cieszyłam się, że poznałam kogoś takiego jak on.
Komentarze
Prześlij komentarz