Wszystko zaczęło się od tego...

Było mroźne, zimowe popołudnie. Na niebie pojawiały się złote i różowe kolory, które przypominały o tym, że dzień już pomału dobiega końca. Jednak dla nas dopiero zaczynała się świetna zabawa.

Razem z moimi znajomymi postanowiliśmy wspólnie spędzić czas. Po wielu godzinach kłótni, zdecydowaliśmy się na łyżwy, bo przecież to idealny pomysł na zimowy wieczór. Prawda jest taka, że tylko ja potrafiłam dobrze jeździć, więc musiałam opiekować się trójką przyjaciół, którzy mieli problem z utrzymaniem równowagi.

Po kilkudziesięciu minutach walki, gdy ustanie na nogach nie było już aż tak wielkim problemem, mój przyjaciel - Dawid - razem ze swoją dziewczyną - Pauliną - zaproponowali, że przywiozą nam gorącą czekoladę, którą sprzedawali w budce przy lodowisku. Szczerze mówiąc, nie zbyt lubiłam partnerkę mojego przyjaciela. Była bardzo wścibska i oderwana od rzeczywistości. W dzieciństwie rodzice ją dość rozpieścili - dostawała wszystko, czego tylko zapragnęła, co skutkowało tym, że zawsze czuła się od wszystkich lepsza. To z jej powodu prawie nie poszliśmy na lodowisko - nie potrafiła jeździć na łyżwach. Nie chciała się ośmieszać i pokazywać komukolwiek, że może czegoś nie potrafić. Na szczęście udało nam się ją namówić i przekonać, że nie musi umieć wszystkiego (zajęło nam to około dwóch godzin).

Po tym jak nasza parka pokracznie odjechała by zamówić gorącą czekoladę, moja przyjaciółka zaliczyła mocną glebę. Spuściłam Izę dosłownie na sekundę z oka. Nie mam pojęcia co zrobiła, bo przecież stała w miejscu. Gdy zauważyłam ją leżącą na zimnym lodzie, wybuchłam głośnym śmiechem. Próbowałam pomóc jej wstać, ale to było trudniejsze niż myślałam. Po kilku próbach ja również upadłam. Śmiałyśmy się głośno i bez opamiętania, leżąc na lodowatym podłożu. Chwilę po tym udało nam się w końcu podnieść i doprowadzić do ładu. Akurat w tym samym momencie dołączyła do nas nasza słodka parka, bo muszę przyznać, że wyglądali razem uroczo. Patrzyli na nas przez moment, jak na kogoś, kto przed chwilą uciekł z psychiatryka, ale szybko wytłumaczyłyśmy im co się stało i obydwoje tylko pokręcili głową. Dawid śmiejąc się, podał nam pyszną czekoladę, która zdecydowanie umiliła nam to wyjście. Było dość chłodno, więc miło było poczuć na języku ciepły i w dodatku słodki napój. Podziękowałam mu serdecznym uśmiechem, a on puścił mi oczko ciągle się śmiejąc.

Po wypiciu czekolady, moi przyjaciele zdecydowali, że spróbują sami przejechać kilka kółek, ale ja miałam nie ruszać się z miejsca, żeby im nie pomagać. Zgodziłam się na to. Oparłam się o barierkę i z rozbawieniem przyglądałam się ich niesfornej jeździe. Uwielbiałam spędzać z nimi czas. Zawsze mieli głupie pomysły i dzięki nim od razu miałam lepszy humor. Patrząc na nich nie mogłam się nacieszyć, że mam tak cudownych ludzi obok siebie. Wiadomo, że każdemu z nich zdarzały się pewne wpadki i jeszcze nie raz zrobią coś głupiego, ale i tak ich kochałam. Nikt nie jest idealny, a ja mogę przymknąć oko na ich wybryki.

Kaja pomachała do mnie i wskazała na siebie jakby chciała mi powiedzieć, że mam być z niej dumna i zaczęła zabawnie ruszać biodrami w geście zwycięstwa. Jak wiadomo skończyło się to... niezbyt dobrze. Bardzo chciała utrzymać równowagę i raptownie złapała Dawida za kurtkę, który trzymał za rękę swoją dziewczynę. Cała trójka runęła z hukiem na lód. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. To wyglądało tak zabawnie, że żałowałam, że nie udało mi się tego nagrać. Moi przyjaciele spojrzeli na mnie morderczym wzrokiem, a ja pokazałam im kciuk w górę, co wyraźnie ich zezłościło. Otarłam łzę, która spływała po moim policzku z powodu nadmiernego śmiechu. Opanowałam się i zaczęłam obserwować ludzi dookoła. W pewnej chwili usłyszałam dźwięk syren. Zaciekawiło mnie, co tym razem się stało. Zawsze zastanawiałam się dokąd mkną karetki, wozy strażackie czy samochody policyjne. Dźwięk stawał się z każdą sekundą coraz głośniejszy. Rozglądnęłam się dookoła, ale nikomu nic się nie stało. Nic nie wyglądało podejrzanie, ale nagle na lodowisko wskoczył wysoki brunet. Ledwo utrzymał równowagę. Byłam wręcz przekonana, że się wywróci, ale udało mu ustać na nogach. Jego wzrok skrzyżował się z moim. Speszona odwróciłam głowę, ale nagle ktoś złapał mnie za podbródek i zaczął całować. To nie było zwykłe cmoknięcie. Ten gest sprawił, że speszyłam się jeszcze bardziej. Kiedy dźwięk syren nas minął, chłopak odsunął się ode mnie i uśmiechnął zadziornie. Rozglądnął się dookoła, a gdy ktoś nagle zaczął w oddali krzyczeć, złapał mnie w pasie i przerzucił sobie przez ramię jak worek ziemniaków. Nie wiedziałam co się dzieje, ale gdy po kilku sekundach opamiętałam się, zaczęłam mocno walić go pięściami po plecach. To było za wiele. Jakiś losowy chłopak całuje mnie, a potem... uprowadza. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego co naprawdę się dzieje, zaczęłam krzyczeć najgłośniej jak mogłam. Chłopak biegł tak szybko, że myślałam, że za niedługo się wywróci. W oddali widziałam moich przyjaciół, którzy próbowali nas dogonić. Straciłam ich z oczu, gdy zostałam wrzucona do samochodu.

- Jedź! Jedź! Jedź! – krzyczał ktoś.

Rozglądnęłam się dookoła i zobaczyłam trójkę facetów w czarnych kominiarkach. Zrobiło mi się niedobrze.

- Co ty wyprawiasz? Co to za dziewczyna?! – bulwersował się mężczyzna siedzący na przednim siedzeniu.

- Spanikowałem... - odpowiedział cicho chłopak obok mnie.

- Cholera... - mruknął ktoś obok mnie i nagle straciłam przytomność.

Po jakimś czasie ocknęłam się, czując ogromny ból głowy i pieczenie w nosie. Nie wiedziałam czy budzę się drugi raz i czy to, co zdarzyło się niedawno, to tylko zły sen czy naprawdę zostałam...

- Twoja laleczka wstała – usłyszałam krzyk, przez który pojawił się grymas na mojej twarzy.

Poczułam, że moje nadgarstki i stopy są czymś mocno związane. To sprawiało mi ból przy choćby najmniejszym ruchu. Żeby odwrócić od tego swoją uwagę, zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Niepomalowane ściany, zdarta podłoga i jedna żarówka, która oświetlała delikatnie cały pokój. Po chwili w dziurze, w której prawdopodobnie miały znajdować się drzwi, pojawił się wysoki, przystojny brunet z kilkudniowym zarostem. Włosy miał roztrzepane, a na twarzy kilka kropel potu. Jego wzrok był jakby nieobecny. Podszedł do mnie powoli i kucnął przede mną.

- Jestem Jordan i... - urwał. – Przepraszam – powiedział niepewnie.

Spojrzałam na niego jak na debila. Za co on mnie przeprasza? Za to, że mnie uprowadził, wykorzystał i trzyma mnie w jakiejś śmierdzącej piwnicy? On sobie chyba kpi...

- Wszystko w porządku? Jak się czujesz? Chcesz wody? – zasypał mnie pytaniami, a ja nie odpowiedziałam na żadne z nich. Skoro mnie porywał to raczej mu nie zależy na tym żeby mi było dobrze. – Posłuchaj... Nie chcę żebyś mnie uważała za dupka...

„Za późno..." pomyślałam.

- Chodzi o to, że... - wstał i kontynuował, chodząc nerwowo po pomieszczeniu. – Nie chciałem cię porywać – przewróciłam oczami. – Spodobałaś mi się i bałem się, że już więcej cię nie zobaczę, więc...

- Mnie porwałeś, związałeś i trzymasz mnie w piwnicy. Genialny plan – burknęłam, a on spojrzał na mnie zmieszanym wzrokiem.

- Ja nie chciałem cię wiązać. To był ich pomysł – westchnął, widząc, że nie wierzę mu w ani jedno słowo. – Przyniosę ci wody...

Wyszedł. Wzięłam głęboki wdech i próbowałam się wyswobodzić, ale to sprawiało tak ogromny ból, że zrezygnowałam. Po moim policzku zaczęły spływać łzy. Wiedziałam, że to wszystko to nie sen.

- Gliny! – usłyszałam głośny krzyk zza ściany. – Spieprzamy!

Widziałam jak ktoś szybko przebiegł.

- A co z nią? – usłyszałam głos bruneta, który był przesiąknięty angielskim akcentem.

- Nie obchodzi mnie to!

Nagle Jordan wbiegł do pomieszczenia spanikowany.

- Wiem, że mi nie wierzysz – westchnął. – Nie chciałem ci nic złego zrobić... - popatrzył mi w oczy i wyciągnął nóż z kieszeni.

Zamarłam. Już wiedziałam, że to koniec. Modliłam się w głowie żebym to przeżyła, żeby mnie ktoś znalazł. Byłam zbyt młoda żeby umierać.

Chłopak złapał mnie za nadgarstki i usłyszałam trzask, ale nie poczułam bólu. Moje ręce opadły wzdłuż ciała. On mnie wypuszczał... Rozciął coś, co krępowało moje nogi i pochylił się nade mną. 

- Uciekaj. Przepraszam jeszcze raz za wszystko – westchnął i uciekł z pokoju.

Siedziałam jeszcze przez kilka chwil w osłupieniu, ale gdy usłyszałam syreny, nie wiedzieć czemu, zaczęłam uciekać. Spanikowana szukałam wyjścia z budynku. Znalazłam schody, które prowadziły na górę. Wybiegłam po nich, a moim oczom ukazała się dziura w ścianie, która prowadziła na zewnątrz. Ucieszyłam się i szybko opuściłam to miejsce. Byłam w lesie, ale biegłam przed siebie. Na szczęście było jasno. Nie wiem jak długo biegłam, ale po jakimś czasie zwolniłam i próbowałam na spokojnie znaleźć jakąś drogę. Pewnie po kilku godzinach udało mi się dojść do drogi, którą kojarzyłam. Odetchnęłam z ulgą. Czułam jak ból rozdziera moje stopy. Z bezsilności łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Otarłam je i spokojnym krokiem zmierzałam w stronę domu, który był oddalony o około 10 kilometrów od miejsca, w którym się znajdowałam.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zasługiwał na prawdę

Chciałabym żeby zniknął

Przysięgam, że nie wiem o czym mówisz...