Poznaj...

Już po raz kolejny spotykam się z Thomas'em w już naszej kawiarni. Od pewnego czasu ciągle ją razem odwiedzamy, zazwyczaj po moich zajęciach. Thomas nie studiuje, próbuje ciągle się odnaleźć, jest w trakcie szukania pracy. Zależy mu na tym żeby odciążyć finansowo swoją siostrę, która musi wyżywić siebie i swoje rodzeństwo. Nie jest im łatwo, ponieważ rodzice zdają się o nich w ogóle nie pamiętać. Od czasu do czasu przelewają im jakieś drobne pieniądze żeby wystarczyło na jedzenie. Thomas mówił mi, że Jane - jego siostra - woli być niezależna i sama się utrzymywać, dlatego wszystkie pieniądze, które dostaje, odkłada na przyszłość, gdyby było gorzej. 

- Cześć, księżniczko. Tym razem ty się spóźniłaś - odezwał się do mnie chłopak, gdy podeszłam do stolika, przy którym siedział.

- Musi być ten pierwszy raz - zaśmiałam się i usiadłam.

- Jak minął ci dzień na uczelni?

- Jak zwykle - wzruszyłam ramionami. - Dwa nudne wykłady i ćwiczenia. Nic nowego - dodałam, podkradając kawałek jego ciasta.

- Zamów sobie swoje - burknął, zasłaniając rękoma talerz.

Prychnęłam i zrobiłam tak jak powiedział. Zamówiłam swoje waniliowe latte i eklerka. Gdy tylko usiadłam, chłopak zanurzył swój widelec w moim deserze. Zmierzyłam go wzrokiem na co on tylko się uśmiechnął, jak małe dziecko i pokazał żebym usiadła. Przewróciłam tylko oczami. Czasami był tak dziecinny, że to było aż irytujące.

- Tak sobie myślałem... - odezwał się po chwili. - Może chciałabyś wpaść do mnie na obiad... i poznać moją siostrę?

Uśmiechnęłam się głupkowato.

- Jasne, że tak! Z miłą chęcią! - krzyknęłam rozradowana, a Thomas zaczął mnie uciszać.

Bardzo ucieszyłam się z jego zaproszenia. Chciał żebym poznała najbliższą mu osobę. To było miłe z jego strony. Zgodziłam się bez wahania. Pomimo radości jaka malowała się na jego twarzy, gdy usłyszał moją odpowiedź, wyczułam u niego strach. Nie miałam pojęcia czym mógł być spowodowany, ale miałam nadzieję, że chłopak nie będzie się tym za bardzo stresował. 

Ze względu na moje zajęcia i pracę Jane umówiliśmy się na sobotę. Od rana, gdy tylko wstałam, zaczęłam się stresować. Umyłam dokładnie włosy i nałożyłam maseczkę. Iza widząc moje zdenerwowanie, zaczęła się ze mnie śmiać i prosić żebym się uspokoiła.

- Przecież to tylko jego siostra - powtarzała.

W zasadzie miała rację, ale ja czułam, że to duży krok w relacji między nami. Thomas czasami opowiadał o swojej rodzinie, ale nie zagłębiał się w ten temat i mówił wszystko z rozwagą, jakby uważając żeby nie powiedzieć za dużo. Raczej unikał tego tematu, a o swoim bracie nie wspominał nigdy. Ciągle czekałam aż mi o nim opowie. Byłam bardzo ciekawa co się z nim stało i dlaczego chłopak o nim nie mówi.

Nałożyłam lekki, dzienny makijaż żeby nie wywrzeć złego wrażenia. Zrobiłam cienką kreskę i odrobinę podkreśliłam moje kości policzkowe bronzerem i rozświetlaczem. Długo zastanawiałam się co zrobić z włosami, ale ostatecznie ułożyłam je w delikatne fale.

- Wyglądasz pięknie! - krzyknęła Iza, gdy zobaczyła mnie w kuchni.

- Dziękuję.

Uśmiechnęłam się i poczułam jak czerwień zalewa moje policzki. Rzadko ktoś mi mówił takie rzeczy, a ja za każdym razem reagowałam tak samo. 

Na koniec został mi wybór ubrań. Wahałam się między dopasowaną, czarną sukienką, a szarym sweterkiem i spodniami. Kiedy zastanawiałam się, który zestaw wybrać, usłyszałam dźwięk wiadomości. Była od Thomasa, który wysłał mi swoje adres i poprosił żebym nie ubierała się zbyt elegancko. "No to koszula..." - pomyślałam i wpisałam jego adres w wyszukiwarkę. Okazało się, że żeby się do niego dostać, musiałam  jechać na dwie przesiadki, co oznaczało, że miałam mało czasu do wyjścia.  Szybko ubrałam swój strój i poprawiłam pomadkę. Złapałam za torebkę i zaczęłam zakładać buty. Zanim wyszłam, przypomniałam sobie o perfumach, po które szybko się wróciłam. Popsikałam kilka razy swoją szyję i nadgarstki, pożegnałam się z moją przyjaciółką i pobiegłam na tramwaj.

Po 40 minutach byłam już na miejscu. Wzięłam kilka głębokich oddechów i nacisnęłam dzwonek. Nie czekałam długo i drzwi się otworzyły.

- Cześć!

To był Thomas, który szeroko się uśmiechał. Przytulił mnie na powitanie i zaprosił do środka. Jego mieszkanie nie było duże, ale przytulne. Ściany były koloru beżowego, a meble z drewna, prawdopodobnie był to buk, i białej płyty. Nie dało się nie zauważyć wszechobecnych roślin, które pięknie wypełniały przestrzeń. Wnętrze nie było nowoczesne, jednak czułam się w nim bardzo swobodnie.

- Poznaj moją siostrę - powiedział Thomas wskazując na dość młodą kobietę, która wyglądała na zmęczoną. 

Z tego, co wiedziałam to była przed trzydziestką, ale wyglądała na odrobinę starszą. Miała podkrążone oczy i bladą twarz. Uśmiechnęła się do mnie słabo i podała mi rękę.

- Jane.

- Nadia - uścisnęłam jej dłoń i odwzajemniłam uśmiech. - Piękne mieszkanie - dodałam.

- Dziękuję. Thomas pomagał mi je urządzić - zerknęła na chłopaka, który przyglądał nam się badawczo. - Zapraszam na obiad - zwróciła się do mnie dziewczyna i zniknęła za ścianką oddzielającą kuchnię od salonu.

Posiłkiem, który przygotowała Jane była pyszna pieczeń, która aż rozpływała się w ustach. Bardzo dawno nie jadłam takiego domowego obiadu, a to potęgowało smak. 

- Pyszne - uśmiechnęłam się do niej.

- Dziękuję.

U dziewczyny również słyszalny był angielski akcent, ale bardziej niż u mojego przyjaciela. Nie dziwiło mnie to, ponieważ Jane była starsza, gdy się wyprowadzili i zrozumiałe jest to, że miała mniej czasu by nauczyć się polskiego, jednak mówiła płynnie. Od czasu do czasu tylko szukała odpowiedniego słowa, czasami prosząc Thomas'a by coś przetłumaczył. Widać było, że dogadywali się ze sobą. W zasadzie Jane to taka jego druga matka. 

Po zjedzonym obiedzie pomogłam w pozmywaniu naczyń, mimo że mi zabronili. Chciałam jakoś pomóc i odwdzięczyć się za pyszny posiłek. Opracowaliśmy swoją metodę - Jane zmywała, ja wycierałam, a Thomas chował naczynia do szafek. Takim sposobem po 15 minutach wszystko było już posprzątane. W ramach odpoczynku zdecydowaliśmy się zagrać w grę. Jej wybór zajął nam dobre 10 minut, ale po długiej dyskusji wybraliśmy uno. Nigdy wcześniej w to nie grałam, więc na początku Thomas mi pomagał, ale gdy już zrozumiałam zasady, wygrywałam za każdym razem. 

- Uno! - krzyknęłam rozradowana po raz kolejny. 

Thomas tylko przekręcił oczami i zaśmiał się. W tamtym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Rodzeństwo spojrzało na siebie pytającym wzrokiem. Chłopak wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć, że on nikogo nie zapraszał. 

- Otworzę - rzuciła Jane i poszła w stronę drzwi. 

Mój przyjaciel zaczął zbierać nasze karty i tasować je. Cierpliwie czekałam aż je rozda. 

- Thomas... - usłyszałam za sobą głos dziewczyny. 

Chłopak podniósł głowę i zamarł jakby zobaczył ducha. Byłam ciekawa kto stoi za mną, więc odwróciłam się i poczułam jak cała krew odpływa mi z twarzy i robi mi się niedobrze. Zaschło mi w ustach i czułam jak mój oddech robi się coraz bardziej płytki. 

Thomas wstał i ruszył w stronę chłopaka, który stał przy wejściu do salonu. 

- Nadia... - zaczął niepewnie. - Poznaj mojego brata. 

Wysoki brunet spojrzał na mnie, a ja nie potrafiłam wykrztusić choćby słowa. Chłopak wyciągnął rękę w moją stronę i uśmiechnął się. 

- Miło cię poznać, Nadia.

Sposób w jaki zaakcentował moje imię, spowodował, że zrobiło mi się jeszcze bardziej niedobrze. Nie chciałam stresować Thomas'a, więc przełknęłam ślinę i uścisnęłam dłoń jego brata, ale nie byłam w stanie nic powiedzieć. Jego brat, widząc jaką reakcję u mnie wywołał, uśmiechnął się szyderczo i spojrzał na swoją siostrę.

- Masz coś do jedzenia? Zjadłbym w końcu coś normalnego... 

Zniknął w kuchni. Spojrzałam na przyjaciela. 

- Ja może lepiej... już pójdę - wykrztusiłam i wstałam. 

Nagle zza ścianki wychylił się chłopak. 

- Nie! Zostań - krzyknął. - Z miłą chęcią poznam bliżej dziewczynę mojego braciszka.

Puścił mi oczko. Myślałam, że zwrócę cały obiad. 

- To nie jest moja dziewczyna - wycedził Thomas. 

- To tym bardziej - uśmiechnął się szyderczo chłopak i znów zniknął w kuchni. 

- Naprawdę lepiej już pójdę - mruknęłam i poszłam w stronę drzwi. 

Mój przyjaciel szedł za mną.

- Przepraszam... - westchnął. - Nie wiedziałem, że... że on się tutaj pojawi... ja...

- Spokojnie - uśmiechnęłam się pokrzepiająco. - Nic się nie dzieje. Zobaczymy się w kawiarni.

Przytuliłam go, pożegnałam się i wyszłam z mieszkania. 

- What the fuck, Jordan?! 

Usłyszałam, gdy tylko drzwi za mną się zamknęły. Szybko wybiegłam na zewnątrz by zażyć świeżego powietrza, które pozwoliło mi utrzymać przytomność. Chciałam jak najszybciej wrócić do siebie. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zasługiwał na prawdę

Chciałabym żeby zniknął

Przysięgam, że nie wiem o czym mówisz...