Posty

Witajcie!

    Chciałam wszystkich serdecznie powitać na moim kolejnym blogu! Moje przygoda na Bloggerze zaczęła się w 2012 roku, kiedy pisałam fanfiction o One Direction. Muszę przyznać, że to były piękne czasy i pozwoliły mi odkryć moje zamiłowanie do pisania i kreowania opowieści.      Niestety z powodu nauki i co tu dużo mówić, lenistwa odwróciłam się na jakiś czas od tworzenia opowiadań. Od mojego ostatniego "dzieła" minęło jakieś 5 lat i oto wróciłam z masą nowych pomysłów i potrzebą pisania. Dwa lata na studiach informatycznych spowodowały, że moja wyobraźnia pragnie wyjść spoza mojej głowy.      Dlatego zapraszam do czytania opowiadania, które będę aktualizować tak często jak się da (i jak moje pomysły mi pozwolą)! Mam ogromną nadzieję, że spodoba Wam się historia pewnej dziewczyny, której życie często się komplikuje. Brzmi banalnie, ale dajcie mi szansę.       Już więcej nie przedłużając... Dziękuję, że tutaj jesteście i zaprasza...

Zasługiwał na prawdę

 Z samego rana dostałam informację o tym, że awaria w moim mieszkaniu została naprawiona. Odetchnęłam z ulgą, że będę mogła w końcu wrócić i wyspać się w swoim łóżku. O niczym innym nie marzyłam tak jak o chwili samotności we własnym pokoju. Od razu po śniadaniu zaczęłam się pakować. Na szczęście miałam tylko dwa nieobowiązkowe wykłady, więc po prostu sobie odpuściłam wizytę na uczelni.  Miałam wrażenie, że przez czas pobytu u Thomasa przybyło mi rzeczy. Ledwo zmieściłam się ze wszystkim, a nie wzięłam niczego dodatkowego. Bardzo cieszyłam się z tego, że wracam, ale wiedziałam, że będę tęsknić za ich towarzystwem. Przez te kilka dni udało mi się przyzwyczaić do chłopaków. Pomimo tego, że nie każde spotkania były miłe. - Ale będziesz nas jeszcze odwiedzać? - spytała Jane, gdy piliśmy razem herbatę.  - Jeżeli tylko Thomas mnie zaprosi - odpowiedziałam, śmiejąc się.  - U nas jesteś zawsze mile widziana, nawet bez zaproszenia! - powiedział jakby obruszony moją odpowiedzi...

Trzymaj się od niego z daleka

 Usłyszałam krzyki dochodzące gdzieś z głębi mieszkania. Czułam lekki ból głowy. Taki początek dnia nie brzmiał dobrze. Otworzyłam oczy i szybko uświadomiłam sobie, że nie jestem ani w swojej ani w Thomasa sypialni. Usłyszałam ciche pomrukiwanie mojego żołądka, który domagał się jedzenia. Ciężko się dziwić, skoro wczoraj nic nie jadłam. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Jordana, który spał spokojnie, jakby nie słyszał tego wszystkiego. Kilka pasm włosów spadło mu na czoło. Poczułam ogromną ochotę by je odsunąć z jego oczu. Wyglądał bardzo uroczo. Chciałam musnąć jego twarz, ale... - Jordan! Widziałeś... Drzwi huknęły o ścianę, a do pokoju wszedł Thomas. O mało nie dostałam zawału. Chłopak stał jak wryty i przyglądał mi się z niedowierzaniem. Usiadłam szybko, a Jordan zaczął przecierać oczy.  - Człowieku... Nie krzycz tak - powiedział, poprawiając włosy i spoglądając na mnie. - Dzień dobry, księżniczko - wymruczał i posłał w moją stronę zadziorny uśmiech.  Był wyraźnie ucieszo...

Przysięgam, że nie wiem o czym mówisz...

Coś okropnie śmierdziało, ale zapach wydawał się być znajomy. Otworzyłam oczy żeby sprawdzić, co się dzieje. W pokoju panował półmrok, a jedyne światło dochodziło z lampki nocnej. Nie było ono na tyle jasne żeby rozświetlało pomieszczenie, więc chcąc zobaczyć cokolwiek, musiałam przyzwyczaić swój wzrok do ciemności. Zauważyłam, że ktoś stoi przy otwartym oknie, a nad nim unosi się dym. Skręt ledwo widocznie żarzył się w dłoni chłopaka, który zaciągał się nim co chwila. Przyglądałam się mu przez chwilę. Od czasu do czasu nerwowo poprawiał włosy i brał głębokie oddechy, jakby coś go trapiło. Nagle jego telefon zadzwonił. Wyjął go z kieszeni, a jego twarz oświetliło niebieskie światło z urządzenia. Zaciągnął się ponownie i obojętnie wypuścił dym. Odłożył telefon na bok i odwrócił się w moją stronę, bacznie mi się przyglądając.  - To jednak żyjesz? - spytał, wygaszając skręta.  Nic nie odpowiedziałam. Podszedł bliżej i usiadł na skraju łóżka. Oparł łokcie na kolanach.  - Wszy...

Nie znasz się na żartach?

Odkąd się obudziłam, nie widziałam Jordana. Nie wiedziałam czy jest u siebie w pokoju, czy wyszedł gdzieś. Nie wiedziałam też dlaczego mnie to interesuje. Nie chciałam go zobaczyć. Po poprzednim dniu czułam się okropnie. Już się tak czułam, codziennie. Dzień w dzień po porwaniu. Ciągłe przygnębienie, chęć nie wychodzenia już nigdy z domu, brak apetytu, otępienie. Długo z tym walczyłam. Tak naprawdę dalej walczę, ale te objawy nie były już tak uciążliwe i mijały. Niestety to wszystko wróciło, po tym jednym ataku. Cała ta sytuacja ciążyła mi coraz bardziej.  Nie zjadłam dzisiaj śniadania, bo jeżeli bym cokolwiek spróbowała zjeść, to wiem, że czym prędzej bym to zwróciła. Tak więc jedynym moim pożywieniem była woda i ciepła herbatka. Tego rana poświęciłam też chwilę, gdy Thomas jeszcze spał, na modlitwę. Prosiłam żeby to wszystko dobrze się skończyło, żeby to minęło. Żebym w końcu była szczęśliwa i patrzyła na życie pozytywnie. Musiałam być cierpliwa, bo wiedziałam, że ten dzień w koń...

Chciałabym żeby zniknął

 Podkuliłam nogi i zerknęłam na Jordana. Był naprawdę przystojny. Wysoki brunet z czekoladowymi oczami i wyraźnie zarysowanymi kościami policzkowymi. Włosy niesfornie opadały mu na czoło, gdy zwijał coś w dłoniach. Był dobrze zbudowany. Widać było, że nie próżnował przez jakiś czas.  Nagle odwrócił głowę w moją stronę, a ja speszona odwróciłam wzrok. Nie chciałam żeby mnie przyłapał jak się na niego gapiłam. W tej chwili zastanawiałam się, co to za dziwne uczucie, które czułam w brzuchu i co je spowodowało.  Przed sobą zobaczyłam dłoń chłopaka, trzymającą coś zawiniętego w papierek.  - Chcesz zapalić? - spytał.  Popatrzyłam na niego jak na idiotę i pokręciłam głową.  - Nie to nie.  Wzruszył ramionami, podpalił papierek i zaciągnął się. Nie chciałam wiedzieć co to było, ale to by wyjaśniało dym w pokoju.  - Jarałaś kiedyś?  - Ja? - spytałam zszokowana jego pytaniem.  - A widzisz tu kogoś innego? - przekręcił oczami. - Nie, nie... jarałam....

To nie była prośba, księżniczko

 Całą noc nie potrafiłam zmrużyć oka. Nawiedzały mnie wspomnienia z porwania i z tego, co wydarzyło się na korytarzu. Było mi okropnie wstyd, że Thomas na tym wszystkim ucierpiał. Nie chciałam żeby do tego doszło, ale z drugiej strony byłam mu wdzięczna za to, że pojawił się w odpowiednim momencie. Wstawiony Jordan nie wyglądał jakby miał jakiekolwiek hamulce. Kto wie do czego byłby zdolny? Chociaż w zasadzie na trzeźwo też nie do końca wiadomo... Jednak nie chciałam się przekonać.  Leżąc w łóżku, zastanawiałam się jak opuścić to mieszkanie, nie spotykając przy tym Jordana. Naprawdę nie chciałam go widzieć. Wczoraj nie zwymiotowałam, ale nie wystawiałabym się na próbę kolejny raz. Musiałam wymyślić jakiś genialny plan. Miałam tylko nadzieję, że będzie długo spał i nawet nie wyjdzie z pokoju.  - O czym tak myślisz? - spytał Thomas, bacznie mi się przyglądając.  Wzruszyłam ramionami.  - Zastanawiam się, jak wymknąć się z twojego mieszkania, nie wpadając na twojego...

To wszystko było złym pomysłem.

Siedziałam niewiele mówiąc, co chwila zerkając na Izę. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czułam się niezręcznie w ich towarzystwie i przez to było mi jeszcze bardziej głupio. Pomału sączyłam moją kawę, próbując jej nie zwrócić, gdy patrzyłam na Jordan'a. To tak obrzydliwie przystojny chłopak, że to powinno być zakazane. Dlaczego ktoś z taką urodą musi być takim dupkiem. Jego czekoladowe oczy, takie piękne, a tak przepełnione dupkowatością. Takie słowo chyba nawet nie istnieje, ale to idealne określenie. Tak samo jak jego uśmiech. Jest kuszący, ale jednocześnie dupkowaty.  - Nadia!  O rany...  - Przepraszam, mówiłeś coś? - zwróciłam się do Thomas'a, który trząsł moim ramieniem.  On tylko przewrócił oczami.  - Jordan ci się podoba, że tak na niego patrzysz? Hm?  Spojrzałam na niego, potem na tego dupka, który uśmiechał się cwaniacko.  Prychnęłam. - Jasne, że nie... Po prostu się zamyśliłam - rzuciłam w obronie.  - Nad moją idealnością? - zaśmiał się...